Spa w koronie…cierniowej

Kryzys w branży spa

Zaledwie w ciągu dwóch tygodni marca cała polska branża usług kosmetycznych i spa stanęła w miejscu. Rynek wart 1,5 mld złotych rozpłynął się. A to wszystko z powodu jednego koronawirusa. Oznacza to, że kiedy wyjdziemy z domów, będziemy musieli się zmierzyć z zupełnie inną rzeczywistością. Także w branży spa, którą ogrania największy w historii kryzys.

Nie ma co tego ukrywać. Rok 2020 zapisze się upadkiem wielu obiektów spa oraz salonów beauty.  Cześć z nich zapewne nie przetrwa obecnej kwarantanny, bo i tak ledwo się bilansowała przed kryzysem. Spotka to zwłaszcza miejsca, które miały bardzo wysokie koszta stałe oraz zbyt małą bazę własnych klientów i na rynku walczyły o swoją pozycję jedynie ceną.

Część z nich już zaczyna wyprzedawać część swojego wyposażenia, próbuje zwracać niesprzedane kosmetyki do producentów i dystrybutorów, aby w ten sposób pokryć narastające długi. Jednak nawet jeżeli otworzą jakimś cudem swoje drzwi, to szybko będę musiały je zamknąć z powodu… braku klientów.

Mniej klientów, mniej przychodów

Dlaczego będzie tych klientów mniej niż przed wybuchem pandemii? Niestety dwumiesięczna kwarantanna (do takiej trzeba się przygotować) doprowadzi do dużych przetasowań na rynku pracy i wiele osób zostanie jej pozbawionych lub ich wynagrodzenia bardzo mocno się zmniejszą.

Ekonomiści już przewidują, że bezrobocie może wrócić do poziomu dwucyfrowego, czyli takiego, jakie było w latach 90. XX wieku, czyli tuż po upadku komunizmu. „Czas beztroskiego konsumeryzmu w Polsce się skończył” – stwierdza Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP największego banku w Polsce. Przewiduje, że Polacy będą musieli ograniczyć swoje wydatki oraz ostrzega też, że dostęp do kredytów będzie dużo trudniejszy.

Niestety ten kryzys nie ominie branży usług kosmetycznych i spa, tak jak stało się to w 2008 roku, kiedy światem wstrząsnął upadek części banków i instytucji finansowych. Odpływ klientów będzie spowodowany bowiem dwoma czynnikami:

  • psychologicznym (strach przed zakażeniem; pandemia ma wg zapowiedzi potrwać przez minimum 12 miesięcy)
  • finansowym  (bezrobocie i mniejsze dochody gospodarstw domowych).

W rezultacie część klientów zmniejszy częstotliwość swoich wizyt i jeżeli już zdecyduje się wybrać do salonu, to bardzo uważnie będzie wydawać każdą złotówkę rezygnując zapewne w pierwszej kolejności z drogich zabiegów high-tech i medycyny estetycznej, które cieszyły się ostatnio dużą popularnością.

Mniej salonów i spa

Zapowiadane przez bankowców ograniczenia w dostępach do kredytów spowodują też, że nowych salonów i spa będzie powstawać mniej, bo mniej osób i firm będzie stać na nowe inwestycje.

Wiele szumnie zapowiadanych projektów nie powstanie w planowanych terminach. Po części powodem są opóźnienia na budowach (ograniczenia liczby pracowników), jak i kwestie finansowe (zwłaszcza w przypadku hoteli budowanych w systemie condo, którym nie udało się sprzedać pokoi przed wybuchem pandemii).

Paradoksalnie nie jest to jednak zła wiadomość, ponieważ w wielu miastach salonów było już zbyt dużo. Dochodziło do tak paranoicznych sytuacji, że na jednej ulicy obok siebie funkcjonowało nawet pięć salonów spa i kosmetycznych o podobnych profilach działalności. W ten sposób rynek oczyści się z miejsc, które były źle zarządzane oraz tych, które nie będę potrafiły się lub nie będą mogły przystosować do nowej sytuacji rynkowej.

Wielkie hotele spa w tarapatach

Podobna sytuacja będzie się miała z wielkimi hotelami z funkcją spa, które w pewnym momencie w kurortach powstawały jak grzyby po deszczu, dzięki modnemu ostatnimi czasy modelowi condo. W wielu z nich nieważna była  jakość oferowanego zaplecza spa i jego program, ale maksymalizacja jednostek mieszkalnych, które sprzedawano indywidualnym klientom – inwestorom. (Więcej na temat kondycji tego segmentu rynku hotelowego przeczytasz na portalu Inwestycje w Kurortach)

Teraz może się okazać, że nie będzie kim tych hoteli zapełnić, ponieważ nachodzące lato 2020 prawdopodobnie nie będzie sezonem letnim, jaki do tej pory znaliśmy. Według ministra zdrowia Łukasza Szumowskiegoo takich wakacjach jak do tej pory możemy zapomnieć”. Ta zapowiedź może oznaczać tylko jedno – ograniczenia w działalności hotelarskiej i bardziej rygorystyczne wymagania sanitarne związane z liczbą przyjmowanych gości na dobę.

Nie trudno się więc domyśleć, że w takiej sytuacji wielkie hotele po otwarciu będą musiały ograniczyć swoją działalność operacyjną i zwolnić na stałe część personelu (o ile już tego nie zrobili) lub zupełnie ją zawiesić, ponieważ ewentualne przychody mogą nawet nie pokryć kosztów ich funkcjonowania.

Jakie spa przetrwają kryzys?

Chińskie słowo „kryzys” (weiji) składa się z dwóch znaków oznaczających: niebezpieczeństwo i szansę. Nowa sytuacja rynkowa może zatem sprzyjać tym, którzy będą potrafili się szybko dostosować do zmieniającej się rzeczywistości, a nie pójdą utartymi schematami.

Będzie to jednak wymagało od salonów i obiektów spa nie tylko wprowadzenia nowych procedur higienicznych oraz niezbędnych inwestycji w bezpieczeństwo klientów, ale także optymalizacji zatrudnienia, przedefiniowania oferty zabiegowej oraz strategii sprzedaży.

Niestety będzie to musiało się odbyć kosztem zmniejszenia marży na usługach, a może nawet rezygnacji z części dotychczasowych zysków. Jednak będzie to jedna szansa na przetrwanie w nowych czasach. 

 

O tym w jaki sposób przygotować się do działalności spa po odmrożeniu gospodarki przeczytacie w następnym wpisie w przyszłym tygodniu.

 

Arkadiusz Dawidowski

Międzynarodowy konsultant spa oraz doradca wellness hospitality. Od 2005 roku tworzy koncepcje spa dla hoteli w całej Polsce. Zarządza spa w hotelu The Bridge Wrocław MGallery Collection.

Zobacz referencje